Daniel Krzaczkowski: Jeśli mógłbym prosić na początku, czy mogłaby się pani przedstawić, powiedzieć kiedy się urodziła i gdzie?

 

Eugenia Szczerba: Ja w Złojcu.

 

[córka]: Jak się nazywasz?

 

E. S.: W Złojcu. Urodziłam się w Złojcu. A w Siedliskach… chrzczona była.

 

c.: Jak się nazywasz, mamo?

 

E. S.: No, no..

 

c.: No to od tego zacznij.

 

E. S.: No, no…

 

c.: No to powiedz jak się nazywasz?

 

E. S.: Eugenia Szczerba.

 

c.: Urodziłaś się…

 

D. K.: Kiedy się pani urodziła, może pani powiedzieć?

 

E. S.: W dwudziestym drugim roku, w styczniu. Dwudziestego drugiego stycznia.

 

D. K.: Może pani na początku powiedzieć, co pani pamięta odnośnie społeczności żydowskiej tutaj, z którą miała pani styczność? Czy właśnie w Złojcu, czy tutaj w najbliższych okolicach?

 

c.: No, tutaj w Wólce Złojeckiej mieszkali.

 

E. S.: Co?

 

c.: W Wólce Złojeckiej.

 

E. S.: A no tak.

 

c.: Pan zadaje pytania.

 

D. K.: Czy pani pamięta, jaki pani miała kontakt ze społecznością żydowską w okolicy? Czy tutaj mieszkała większa grupa? Czy to dopiero w Zamościu więcej?

 

E. S.: Najpierwsze to w Złojcu było. A oni to zara, no, ale, tylko że to na takim…

 

c.: W Wólce Złojeckiej, tu, na początku.

 

E. S.: W Wólce Złojeckiej. Tylko oni się ze mną, ta przeważnie córka.

 

D. K.: Acha, to była jedna rodzina? Czy to była cała…

 

E. S.: Nie. To była cała rodzina. Tam było ich pięcioro, dzieci. A te, no…

 

D. K. Może pani opowiedzieć o tej córce, bo wspomniała pani, że właśnie z córką miała ich taki bliższy kontakt. Może pani rozwinąć?

 

E. S.: Z córką? Mogę, mogę… Bo ona tu u nas przebywała i nocowała, bo się bała i ona stale, żem się więc opiekowali nią. A z tymi to byli zaraz na drugim, tylko zaraz za rzeką troszkę. Ojciec ich, z całą rodziną.

 

D. K.: Czy pamięta pani jak ta córka się nazywała, albo jak ta rodzina miała też na nazwisko?

 

E. S.: Fajga.

 

D. K.: Fajga?

 

E. S.: Fajga, tak. Ta najstarsza, ta co u mnie, więc przebywała.

 

c.: To nie najstarsza.

 

E. S.: Tam Rywka była, Heszka, ale nie u mnie, tylko tyle. Ale ich było dużo.

 

c.: Pięcioro.

 

E. S.: Pięcioro. Jeszcze taki Szymek najmniejszy był.

 

D. K.: Jak wyglądały państwa te kontakty z tymi sąsiadami.

 

E. S.: Dobrze.

 

c.: No, ale jak? Na czym to polegało?

 

E. S.: Wiecie, opiekowaliśmy.

 

c.: W jaki sposób?

 

E. S.: Coś trzeba było… Nawet ta Fajga przyszła, mówi: - Bobowa – na moje mame. – Daj mi, dajcie mnie mleka, bo mama yyy będzie… Upiecze coś, na mleku. No ma, moja matka dała jej pięć litry i ona poszła. I wszystkie już się zeszli. Mój ojciec przyszedł, mówi: - Dzieci, wstawajcie, bo Żydów wybili. - W tym czasie to było, tak ło, ale to było [niezrozumiałe] takie przeżycie, takie normalne, ale do dziś dnia mi się płacze. Znałam ich wszystkich, ojców. Przyszła po to mleko no i skończyło się ich życie.

 

c.: Przyszła po raz ostatni.

 

E. S.: Co?

 

c.: Przyszła po raz ostatni.

 

E. S.: Acha, i potem ludzie lecą… [niezrozumiałe] Ja nie mogę wyjść, że ludzie lecą tam, że Żydy wybite. Wcale mój ojciec nie poszedł, nikt, nie mogliśmy pójść. Bo ja ją przechowywała. Dzień i noc. My byli bardzo dobrze obydwie zżyte. Ta Fajga, Fajga, ta najstarsza.

 

c.: Ona nie była najstarsza. Najstarsza była Mańka…

 

E. S.: Ale oni byli w Rosji, byli te starsze. Froim i Mańka. To oni byli w Rosji. Oni tu żyli razem z nami kiedyś, ale potem…

 

D. K.: ...wyjechali…

 

E. S.: …do Rosji. No i skończyło się z nimi.

 

c.: Ale mogę coś powiedzieć?

 

D. K.: Tak, proszę.

 

c.: Oni stale zaopatrywali tę rodzinę, w drzewo, mąkę, mleko…

 

E. S.: Tak, wszystko, co trzeba było… [niezrozumiałe]

 

c.: Ile lat tutaj mieszkali, tyle lat z nimi utrzymywali kontakty.

 

E. S.: Bo ona była najładniejsza ta koleżanka, znaczy rówieśnica, ta Fajga. A jak coś brakowało, to ojciec wynosił w nocy pod rzekę, tam, pod most i oni sobie brali drzewo, to mąkę, to, tamo, ale więcej nigdzie, bo my się bali sąsiadów.

 

D. K.: Polskich sąsiadów?

 

E. S.: Polskich, ale, ale… Powie do drugiego, że trzymają, a Niemcy najadą i co?

 

D. K.: Czy wie pani, co się stało z tą rodziną tak dokładnie? Czy to właśnie Niemcy przyjechali, czy ich zabrano?

 

c.: Nie, na miejscu.

E. S.: Co, co?

 

c.: Na miejscu wystrzelali, w domu…

 

E. S.: A, to w domu wystrzelali. W domu, bo już nie przychodziła. Tylko jak powiedział ojciec: - Dzieci, Żydy wybite! – No to już wiadomo…

 

c.: Pod oknem wykopali rów i tam już Żydzi zasypani.

 

E. S.: A były przejścia rozmaite. Były.

 

c.: No też utrzymywali kontakty z Zamościa, z Szyjami.

 

E. S.: Tak! My śpimy. Stuka ktoś w okno. – Boba, boba! A ja [niezrozumiałe] do ojca, bo ja była najstarsza w domu. – Tato, to Szyjowe Żydy! – A ojciec stał i poleciał. Ni ma go, ni ma, ni ma. A on poszedł i wyjął snopki, bo to było po żniwach, a to kiedyś na snopki, to nie tak jak dziś kombajno. I wyjął tam dużo snopków i tam tych Żydów wsadził.

 

c.: Dwóch.

 

E. S.: Dwóch Żydów, tych Szyjowych. No i ja… Ojciec wynosił, karmił, ale w wiaderko, bo to człowiek się bał i sąsiada, bo nikt nie wie, co to za jest. I nosił im jeść. Dwa tygodnie, czy trzy siedzieli u nas. Tam, w tej słomie. W końcu, co się zrobiło? Do nas przywozili Niemcy kamasze. To, tamto.

 

c.: Dziadek był bogatym człowiekiem, miał tu [niezrozumiałe] rzeczy.

E. S.: … podwórze. I ojciec… I oni przywieźli te kamasze, a ludzie kury przywozili, to, tamto. Oj, to wie pani, Niemiec jest. Potem jakaś kurka wleciała pod podłogę, to Niemiec poleciał i tupie.

 

c.: Tam, gdzie Żydy byli.

 

E. S.: …Żydy byli. A moja mama wyszła: - Ja dam gęsi!. – Jo, jo, jo. A jakby kaszlnął Żyd? No co by było?

c.: Ale w tym momencie jeszcze…

 

E. S.: I mama dała gęś. I on mówi: - Jo, jo. – I zabrali się, i pojechali.

 

c.: Nie, ale jeszcze w tym czasie było dziesięciu Ruskich.

 

E. S.: A, no to… A to już o Rusków nie pyta się.

 

D. K.: Jeżeli pani coś pamięta, to z chęcią posłuchamy.

 

E. S.: Ruskie byli nad oborą, na górce. W tym czasie!

 

D. K.: A to było wojsko?

 

c.: Z transportu uciekli.

 

D. K.: Aha, uciekinierzy?

 

E .S.: Tak, co uciekli z pociągu. No i tak to było.

 

c.: Także oni już byli przygotowani, obstawili automaty. Także tu mogła być masakra.

 

A. K.: Ruscy przygotowali automaty, tak?

 

c.: Tak, bo Niemcy na podwórku. Też nie wiedzieli, co się będzie dziać.

 

E. S.: Tak, to było bardzo ciężko.

 

c.: Te na górce, a Niemcy na podwórzu.

 

E. S.: Tak, na podwórku. I to kurczę wleciało, i ten tak tupie, a moja mama mówi: - Ja dam gęś! – Jo, jo! – dobrze, że wyszli, bo jakby kaszelnął, to my już wszyscy po… A! Dużo mówić, to się przypomina. To ja już miała, o, ile lat? A byłam najstarsza.

 

c.: Szesnaście.

 

E. S.: A więc to było bardzo źle.

 

c.: Jeszcze był taki moment, że ta koleżanka twoja…

 

E. S.: Co?

 

c.: Się ukrywała, ale wyszła…

 

D. K.: Fajga, tak?

 

c.: Tak i przyjechał Niemiec i… No, mów sama.

 

E. S.: I ona sobie wyszła, a Niemcy mówią: - To Żyd, Żydówka! Ja mówię, że nie, moja koleżanka. Jakoś tak zagadałam, no bo… no, ale zostało… Nic już nie pytali. A więc, co ja mogę wiedzieć? Ale, a te, co w Zamościu, to Szyje się nazywali Żydy, bo ojciec handlował zbożem. Tam, do nich zawoził. No i oni to znali ojca. Jak przyszli pod okna, to mówili: - Boba, boba! – a ja mówię, że to Szyjowe Żydy.

 

D. K.: A oni to już uciekli ze Starego Miasta, to już z getta może?

 

E. S.: Z Zamościa uciekli tutaj, do nas.

 

D. K.: Aha, z getta pewnie tutaj, do państwa?

 

E. S.: Tak.

 

D. K.: A co się później z nimi stało?

 

E. S.: I potem co się stało? No, baliśmy się już trzymać. Ojciec wziął, to, Krysia, za ile?

 

c.: Koło trzech miesięcy to było – tak mówiłaś.

E. S.: I potem ojciec zaprowadził na Kolonię Wielącką, do kuzynów, bo już żeśmy się bali i tam zostali u kuzynów, a dalej nie wiem, co się stało z nimi. Tylko to, co w domu.

 

c.: Później wysiedlili Złojec i kontakty się powy…

 

E. S.: Powysiedlali, po tego i już…

 

D. K.: A czy pani miała jeszcze jakieś bliższe kontakty z społecznością żydowską w Zamościu.

 

E. S.: Nie, tylko z tymi Żydami. No i te, co byli koło nas, a więcej Żydów, to nie wiem gdzie.

 

D. K.: A nazwisko tych właśnie państwa sąsiadów pani pamięta?

 

E. S.: Ich? Kto?

 

D. K.: Nazwisko. Tych sąsiadów. Fajgi i jej rodziny.

 

E. S.: Fajga? Jak? Cuk…

 

c.: Cuker.

 

E. S.: Cuker, Cuker.

 

D. K.: Cuker?

 

c.: Cuker.

 

E. S.: Cuker… No, więc tak, nie mieliśmy nic. Tylko wybili ich i koniec. Ale żeby wszyscy się poschodzili? Bo dwie było u gajowego w lesie.

 

c.: Tutaj, w lesie.

 

E. S.: Rywka i Heska. Dwie, młodsze od tej Fajgi. A Fajga się u nas utrzymywała. A Sowiety to byli, a! To nie do opowiedzenia było. Co to się zrobiło w ten, u mnie, że tak to wszystko było u nas.

 

D. K.: Chciałaby pani może jeszcze coś dodać, jeszcze jakieś wspomnienie, coś związane z sąsiadami, co pani się przypomni?

 

E. S.: Sąsiadami?

 

D. K.: No, właśnie z tą rodziną żydowską.

 

E. S.: Acha. Nie, nic nie wiem, nic nie wiem o tym. Tylko po tym chyba, jak oni się poschodzili, to ktoś chyba już wyczuł, że wszystkie są i oni wybili ich wtenczas Niemcy...

 

D. K.: Dobrze, dziękuję pani bardzo.