|
Wasylyna Iwaniwna Gontariuk 1936 rok urodzenia mieszkanka Starej Żadowy
- Przed wojną 1941 roku u was byli Żydzi, może Pani pamięta jak dużo było tych Żydów?
- Bardzo dużo, bardzo dużo było… (…) rodzina Serf, rodzina Rudyk, rodzina Mostvo, gdzie mieszka Koloczuk, tam mieszkał (...). Tak, gdy wam będę liczyła, to zaczyna się od Serfy, potem Darko tu mieszka, najpierw gdzie była szkoła, później przed szkołą, później, gdzie mieszkał Kolesnyk, później,była kuźnia, gdzie mieszkał Rudik,w tamtą stronę, kto tam był: ktoś mieszkał koło Jana, jak on się nazywał, już tylko Bóg wie (...). Więc macie już ponad dziesięć, a za Kolisnykom była ich synagoga – turska stara budowa... - Jak wieśniacy żyli z Żydami? - Bardzo dobrze, bardzo dobrze Żydzi traktowali chłopów. - Ale chłopy jak zachowywali wobec nich? - Bardzo dobrze, pomagali im uprawiać ziemię, ale to było za pieniądze, ponieważ to był Żyd, był handlarzem, nie było Żyda, który niczym się nie zajmował, każdy był przedsiębiorcą, gdy w spółczesnym języku powiedzieć. Każdy miał swój sklep, każdy. Jeden handlował uprzążem, jeden handlował nasieniem, jeden handlował drinkami, handlował narzędziem rolniczym, każdy, każdy był zajęty. I przyszedł człowiek: "Moszek, daj butelkę wódki". On nie wypijał pół litra, z tą butelką siedziało dobę czterech mężczyzn i po takim małym kieliszku pili całą dobę i rozmawiali, układali plany na przyszłość. Gdy już miał duży dług, mógł powiedzieć: "Hej, Iwanku, gdy oddasz mi dług?" To znaczy, że tam już sporo się nazbierało, wiesz. Razem żyli i nie obrażali ludzi, nawet te biedaki, którzy byli tak biedni, no więc ( ... ) Ale Żydy nigdy nie pozwalali na to, żeby ten naród umierał z głodu, bardzo przyjaźnili się między sobą. Mieszkaliśmy tutaj, mieszkaliśmy w pobliżu, matka tego Żyda służyła przed ślubem 18 lat, potem się ożeniła i razem z ojcem służyli jeszcze 5 lat. Potem ojca zabrano na wojnę, już wybuchła wojna, wtedy tych Żydów zaczęto pędzić, tam, gdzie obecnie jest leśnictwo, od przeciwnej strony była duża stodoła, tam ich wszystkich zgromadzono i tutaj, przy aptece teraz ma swój sklep Gromita. Więc do tamtej stodoły przepędzono tych Żydów, nie dawano im nic do jedzenia, w cale nic. Więc moja mama nosiła im w nocy, przypełzała i dawała im jedzenie... nigdy oni ją nie obrazili. Pomogli matce. Że biedny człowiek coś sobie gromadził, to jedne... Kiedy już miały wyjść za mąż, to pomogli jej zbudować stodołę, wiesz... Kto był leniwy, temu nie udzielali pomocy. Ale takim porządnym i pracowitym ludziom wszyscy pomagali. Mówię, że było ich bardzo wiele, jak pamiętam, to tylko zaczynając od mostu i tam dalej do polowy majdanu było 15-20 żydowskich domów. Tam mieli własną synagogę, w której się modlili. Bardzo szanowali naszych ludzi, co jeszcze mogę powiedzieć. - Pamięta Pani, jak się nazywał ten Żyd, u którego matka Pani służyła? - Miał nazwisko Serf, ale jak się nazywał... Córka Margaret. - Byliście przyjaciółkami z jego córką? - Tak. Mam nawet jej zdjęcia. Ona, ja wtedy, kiedy ona chodziła, jeszcze nie chodziłam do szkoły, ona była starsza ode mnie. - Dzieci żydowskie chodzili z miejscowymi do jednej szkoły? - Tak, do jednej klasy chodzili. Nie było różnicy, czy to żydowskie, czy to pańskie, wszyscy chodzili do jednej klasy. Moja matka była bardzo biedna. Boso chodziła do szkoły. Tak chodziły do szkoły. Tutaj na skraju moja matka, a wszystkie inni to pańskie dzieci, wiecie, a biednie było w koszuli, w spódniczce. - Był rabin na wsi? - Rabina, mi się wydaje, że nie było, tego nie mogę powiedzieć. - Kiedy wybuchła wojna, zaczęła się okupacja, co się stało z Żydami? - Zaczęli bardzo ich prześladować, bardzo zaczęli prześladować. Więc przyszli, nazywano ich policją, wiesz. Który zaczął mówić, miał duże zęby, jak u Żyda, postanowił jednemu się zemścić, poszedł do policjantów, więc bardzo ich prześladowano. - Oznacza to, że tymi policjantami byli nasi? - Tak, nasi, tak. Bardzo ich prześladowali, męczyli ich tutaj w centrum, gdzie te trzy domy są zbudowane i naprzeciwko leśnictwa był bardzo duży sklep, a mąż z żoną handlowali - byli Żydami, więc jego zabrali i ją z córkami zabrali. Chłopaki związali matkę i przy matce zgwałcili dwie córki, jeden po drugim, za drugim trzeci, ich cztery było, cztery przyszło. Tacy byli nasi. - Jak Pani uważa, dlaczego oni tak zachowawali wobiec Żydów? - Tak mi się wydaje, ze względu na to, że on szedł, był spragniony, był głodny, ale oddawać nie chciał. Potem przychodzili i przypominali, że Żydzi już czuli, że będzie wojna, oni byli związane ze sobą. O ten pan już mówił do matki: "Katrino, będzie wojna, będzie wojna, wiesz, musisz zaopatrzyć się o chleb". Kiedy ojciec poszedł na front, mieliśmy około 10 cetnarów zboża, jęczmieniu, kukurydzy, to kukurydza była wyczyszczona, wtedy były duże beczki i do tych beczek się nakładało. Jak dziś pamiętam, tą beczkę kaczanami zasłaniano, jeden, kolejny krąg, żeby myszy nie mogły przejść, dopóki mysz ten kaczan nie przegryzie, ale wtedy już widać, że ona tam była, ten kaczan wyciągano i drugi wkładano, wiesz. Żydzi się zaopatrywali i powoli swoje pienędze... Tutaj był, gdzie jest gospodarstwo, tutaj był Serf, nie pamiętam, jak się nazywał, ale przy Kobylańskij mieszkali jego dwa brata (...) , było trzech braci. Te wszystkie pola należały do właściciela ziemskiego, hrabiego Skala, oni wynajmowali u niego jako wynajem i byli najemcami, podporządkowani mu byli, ale wszystko oni dzielili. Gdy ludzie nie chcieli pracować, to przywożono Hucułów z Łopusznij, z Putyla, z Sylatyna – przywożono stamtąd, z gór, ponieważ oni tam nie mieli, tam pola nie było, tam tylko są wzgórza, więc przywożono stamtąd i te ludzie pracowali. I tak to bardzo przyjazny naród, Żydzi razem z nami żyli, chociaż nie wszyscy zawsze, potem za to płacili, tak powiedziałabym. - Byli tacy, który udzielali pomocy lub ukrywali Żydów? - Wiele takich było, za to, że moja mama nosiła dla nich jedzenie, dostała dwa tygodnia więzienia od policji. Jedzenia nie dawali, bili, zmuszali tynkować ściany, ugniatać glinę nogami, ponieważ Żydom pomogła. - Pani, może, słyszała, że ktoś poza matką Pani udzielał pomocy Żydom? - Takich ludzi było wiele, nie tylko moja mama. Każdy, komu Żyd żrobił coś dobrego, próbował w ciężkie czasy udzielić mu pomocy, wielu pomagało. Ale wielu było takich, kto się cieszył z tego, co się działo, robili coś złego, co jeszcze można powiedzieć. - Odbywały się działania wojskowe na terenie wioski? Może, strzelba? - Tego nie wiem. - Proszę powiedzieć, ktoś z Żydów pozostał tu po wojnie? - Po wojnie, na tyle wiem, wróciła ta Malwina, została wzięta do niewoli, mąż zmarł na atak wątroby w Transylwanii, a ona z dziećmi trafiła do samego piekła, do Niemiec. Była w obozie koncentracyjnym, stamtąd wróciła naga, jak moje kolana. Zarówno ona, jak i dziecko wyglądali tak, że kości i skóra. Więc przyszła tutaj. Wszystko zabrali ci biedni ludzie, kiedy tych Żydów zabrali i wszystko pozostało, wtedy moja mama wykopała jamę i zabrała pierzynę, parę poduszek, koce i zakopała w ziemi. A kiedy przyjechała ta Pani, to mama to wszystko wyciągnęła, położyła na kolana i płakała. - Jakie to było getto w centrum? - Tam, gdzie znajduje się leśnictwo. Tam była taka duża stodoła. Ona należała Myckaniukovi, Myckaniuk tam mieszkał, on nie Niemiec, nie Polak, czy Niemiec, Bóg wie. Wiem, że miał dużą kuźnię, wiem, że miał ten punkt gdzie zabijano bydło, przecież Żydzi są bezmięsne, jak mówimy, ale to u nich się nazywa – koszerne. Koszerne – to oznacza, że jest bez mięsa. Gdy Pan je mięso, to co Pan używa do mięsa – deskę, tarka, nóż – to wszystko do koszernego nie wolno używać, więc koszerne było oddzielnie. Tam mama chodziła ciąć kury dla nich, oni nie cięli kur, nie odcinali im głowy, robili tak – wzięli kurczaka, tak podzielili, skubali pierze i odcinali szyję, a głowa pozostawała, więc mama tak się nauczyła, potem i ja, że dziś tnę w wiadro, że nie potrafię odciąć kurczakowi głowę. Więc getto – to była duża stodoła, znajdowała się tam, gdzie teraz handluje ten Gromita, tam też była duża stodoła, obok apteki. To wszystko, co się pozostało. Zapędzono tych ludzi, laską zamknięto bramę i nie dawano nic do jedzenia. A potem zaczęli ich powoli gdzieś wywozić, wywożono ich. |