|
Emilia Kaliniczna Cukajłoła z domu Dudycz. 1928 rok urodzenia
- Co Pani pamięta o gminie żydowskiej w tej wsi? Моże, Pani coś słyszała?
- Tu na naszej wsi było wielu Żydów.Wielu. - Czym oni się zajmowali, może Pani wie? - Oni sami byli... były piekarnie, dwie, lub trzy, jedna piekarnia tutaj naprzeciwko nas była...tam był ich kościół, gdzie się modlili. - To tutaj na rogu? - Nie, nie... Za tym domem, a tam jest jeszcze jeden i właśnie tam nikt nic nie buduje, na tym miejscu, tam był ten kościół...no to... - Synagoga? - Synagoga ich. Na wsi były sklepy... Szpitale były... wszystko było. Wielu było Polaków a Żydów. Nie naszych... Też nie jestem miejscową. Naszych miejscowych było bardzo mało w centrum, tu byli sami Polacy, Niemcy i Żydzi. - Mieli konflikty, czy mieszkali razem? - Mieszkaliśmy razem. Nigdy nie... To było szczęście, niewiele było... Muszę... Pamiętam, że mój ojciec, ponieważ nas w domu było czwórka dzieci, kiedy ojciec szedł do sklepu, to przyjdzie, oni mu wszystko dadzą nie zależnie ot tego, czy miał ze sobą pieniądze, czy nie: "W ciągu roku mi oddasz, wiem, że oddasz..." Tacy byli Żydzi... - Więc pomagali, tak? Może Pani pamięta jak chodziła szkoły?.. - Gdy chodziłam do szkoły, u nas na Wołoci... mój dziadek cztery razy był w Kanadzie... Zarobił tam pieniądze i kupił tutaj majątek... Wiecie, jak to było... Więc gdy przyszła władza radziecka, odnieśli go do czwartej grupy, zdecydowali, że jest bogaty i wywieźli go. Ale przed tym jak miał być wywieziony, to po raz pierwszy bito tutaj w Staniłciach Żydów... Jestem z Wołoky, tam nie bili... Był tam jeden dziadek, należał do jakiejś partii, nie mogę powiedzieć, do jakiej... Więc on chyba był na czele tej wsi. Więc zebrał ich wszystkich i odprowadził... osobiście, aby nikogo nie oddać, aby nikt nie został zabity. Dlatego na Wołoci nikt nie zginął, nikt, żaden... - Co tutaj się zdążyło? - Tutaj ci, któży u nich pracowali, któży zarabiali u nich, oni ich zabili. Dostali rozkaz w nocy... To chyba Niemcy wydali, w nocy dostali rozkaz, ponieważ gdy rano się obudziliśmy, to mówią: "Biją Żydów..." Jak bają? - Biją Żydów...- Ale kto bije? I opowiadają, że ten, ten i ten... I powiadają ludzie, przecież mieszkaliśmy w centrum... No i nic, taka była jedna doba, że bili, a potem wydany był rozkaz nie zabijać. - Może Pani wie, kto ukrywał Żydów, kto ratował przed śmiercą? - Wtedy wielu było. - Być może później? Ktoś Pani o tym opowiadał? Po wojnie o takich wydarzeniach? - Były, Boże... Mój dziadek zabrał Żydów, którzy byli w Wołoci, w pobliskiej wsi, co on (Żyd) mógł wziąć z domu? – Cóż, nic.... Na wsi mieszkał, co tam mógł... Miał jakiś sklep, tam coś trochę miał, miał więc kilka złotych monet... Więc mówi... (Mój dziadek nazywał się Teofil), mówi do niego: "Fila, weźmiesz u mnie te monety? Gdy odprowadzisz mnie już na tamtą stronę, to oddasz mnie, gdy nie, to może przez kogoś dla mnie... Ponieważ nic już nie mam..." Potem dziadek odprowadził ich tam, gdzie był parowiec, ich parowiec... do Transnistrii, powiedziano, się dostaną. Dziadek zapomniał, że w jego kieszeni w chusteczce, w małej torbie są jakieś te monety... A on mówi, patrze, stał na krawędź i patrzy, myśląc, że dziadek chce od niego te pieniędzy, więc krzyknął: "Fila – mówi – chyba zapomniałeś o mnie?" Dziadek prypomniał i krzyknął do do tego, kto kieruje parowcem, żeby stanął. Potem dziadek tak tą wodą i oddał mu te pieniądze. Więc opowiadał, że on bardzo płakał stojąc na kolanach na tym parowcu, mówi, że już daleko był, a ten nadal był na kolanach, był tak wdzięczny, że dziadek oddał mu pieniądze, ponieważ myślał, że dziadek.., a dziadek powiedział: "Zapomniałem! Przecież nie chciałem te pieniędzy..." Dziadek miał wszystko, dobrze żył... - Może dziadek Pani jeszcze coś opowiadał o tych czasach? - Coś było, różne było... - Kiedy Pani chodziła do szkoły, to tam dzieci żydowskie też chodzili? Czy oni mieli własną szkołę? - Tam (we Wołoci) nie mieli. Tutaj mieli. Tutaj Niemcy chodzili, Polacy chodzili. Polacy wyjechali gdy został wydany rozkaz, kto chce, ten może wyjechać... którzy pozostali, to wszyscy przeprowadzili się do miasta. A Niemcy wyjechali do Niemiec już po tym... mówą... - Wie Pani, czy w czasie wojny tu się odbywały jakieś walki? - Nie. Niemcy wyjechali w nocy, na przykład, dzisiaj byli Rumuni, a następnego dnia nie było już nikogo. Tej nocy Niemcy wyjeżdżali samochodami, końmi, furami. Niektórzy udali się do Hlynyci, tam do Sorożyńca, do Ruskij... Inni pojechali przez Staniłci. Więc oni u nas się zatrzymali, tutaj w mieście, w centrum, rozmawiali, kto znał język niemiecki, rozmawiał z nimi. Nic się nie zdarzyło, nikt do nikogo nic nie mówił, zachowywali się dobrze wobec nas, więc gdy oglądam telewizję, co oni zrobili na Ukrainie, to było dziko... U nas tego nie było, jak teraz się mówi, obwód, centrum obwodowy – Czerniowice... U nas była Suczała. To pamiętam... - Pani wie, czy po wojnie jakiś Żydzi wrócili? Zamieszkali tutaj? - Byli... Przychodzili... Jedni byli... Dobrze nie pamiętam ich nazwisk... Był jeden, którego odprowadził dziadek i on stamtąd wrócił i nosił gwiazdę, i został zamknięty gdzieś w Czerniowcach. Wiem, że mój tata był tam, przywoził dla niego jedzenie... Był muzykiem... I mówi, że siedzi Yankil zamknięty w Czerniowcach... Mówi do mojej mamy: "Przygotuj coś, żeby odniosłem dla niego jedzenie..." No, co przygotować, chyba jakąś konserwę ze wołowiny, masło... Bydło mieliśmy... więc mieli swoje... Co jeszcze... |