|
Veklyuk Pavlina Oleksiivna
1936 rok urodzenia
- Wojna wybuchła w niedzielę, bardzo jasny, światły dzień. Pamiętam strzelanie ze strony miasta. A mój tata mówi, przecież miał wiele dzieci: "Och, małe dzieci, och dzieci, wybuchła wojna". W 1941 roku
rumuński król z wojskiem szedł przez Storożyniec bezpośrednio z Rumunii. Byliśmy częścią Rumunii. Mówią, że tam są dwie cerkwie, że w Storożyncu było obok siebie dwie cerkwie i nie wiem, ilu tych
żołnierzy żydowskich wspięły się na wieżę, na dzwonnicę i zaczęto strzelać do żołnierzy, do tych żołnierzy i oni padali podobnie do piłek, jak mięso, bardzo długo strzelali, tak że zginęło tam
bardzo wielu żołnierzy.
- Co tam robili Żydzi? - Byli ukrywane na dzwonnicy, na górze. Jakoś się zdarzyło, że zostali i wiadomo co z nimi uczynili, że tyle żołnierzy zginęło, dowództwo rozdało rozkaz, żeby w ciągu 24 godzin zabić wszystkich Żydów kogo da się złapać na wsiach, żeby wszystkich rozstrzelać. Nie ma znaczenia, kobieta, mężczyzna, dzieci – nie ma żadnej różnicy. Rozstrzeliwano wszystkich. W 1941 roku ( ... ) mieszkałam po drugiej stronie, obok głównej drogi, więc było wszystko słychać, wiem, gdzie się znajduje to miejsce, tam była i teraz jest dolina, taki staw, w czasach Rumunii tam był zespół ogrodowy, więc tam pracowali żołnierze, ponieważ ten teren był własnością jednostki wojskowej; więc tata mówi do żony: "Wiesz, wzięli takich fajnych ludzi, wzięli żeby ich zastrzelić, ale daleko ich nie poprowadzili". Tam nie było tak szerokiej drogi jak jest teraz, była droga 6 metrów, żeby dwie fury potrafiło umieścić, więc tata poszedł popatrzyć na tę drogę i tam było to miejsce, gdzie wszyscy zostali rozstrzelani. - Żydzi? - Tak, Żydzi, nie wiem, ile ich tam było. Tam, obok młyna, na wsi wzdłuż centralnej drogi mieszkało dużo Żydów, cała ulica, domy wybudowali. - Skąd to? Jest teraz to jakiś sklep, młyn? - W tym młynie kiedyś mieszkali Żydzi. W młynie jest mały sklep i tam kiedyś mieszkali Żydzi, ten młyn kiedyś był własnością Żydów, oni tam mieszkali i utrzymywali młyn, kiedyś ten młyn i młócił, szlifował, jak to się mówi, na mąkę pszeniczną i różne zboża jęczmienne i wszystko, wszystko, co można robić na młynie, więc tam przychodzili, z innych wsi tam przychodzili. - Teraz on jest spalony, wtedy on był taki sam? - Wtedy on nie był spalony, teraz jest zniszczony, ponieważ jest stary i nikt o tym się nie troszczy. - Ale gdy teraz jest taki, to musiało z nim coś się stać jeszcze wtedy? - Wtedy był taki sam, ale lepszy, nie obdarty. - Więc tam żyli Żydzi, przy tej ulicy? - Tutaj nie było Żydów, raczej ta ulica, przy której mieszkamy, zaczynała się stamtąd, z tamtej strony zaczyny się osada Wielkiego Kuczurowa. Od tamtego młyna, o którym Pan mówi, w tamtą stronę do rady gromadzkiej, za tą radą, tam było chyba dwie chaty. Bardzo wiele było domów żydowskich, oni mieli sklepy z wędliną, sprzedawano tam wędlinę, i bary były, i są różnych rodzajów sklepy. - Podobne do karczm? - I karczmy również byli, jedna była po tamtej stronie, za młynem, po tamtej stronie drogi, tam teraz jest całkowicie inny dom, ale wtedy tam był żydowski dom i tam była karczma. - Naprzeciw młyna? - Naprzeciw młyna była karczma i domy żydowskie, stamtąd i dalej, dalej, tam były domy żydowskie, oni szli i rozstrzeliwano ich wszystkich, chyba że komuś udało się schować. - Pan Pantelejczuk opowiadał, że jeden człowiek ukrył Żyda, potem on został przewodniczący kolchozu. Powiedział, że jeden przeżył. - Berger?! Był jeszcze jeden, nawet trzech było. Tam na wzgórzu był Alerbah. - Jemu też udało się uratować? - Tak, ale nie wiem, jak to się mu udało, potem był ten Berger, potem jeszcze jeden, mieszkał obok Alerbaha, nieco wyżej, uczył muzyki w szkole, nie w szkole, w filharmonii pracował, to jest powyżej od szkoły. Więc tych trzech przeżyli. Jeszcze dwójka dzieci była, ale nie wiem, co z nimi się stało, z jednej dziewczynki szydzili, przepraszam, ten człowiek potem cierpiał, został skazany na 8 lat za gwałt, że on torturował dziewczynkę żydowską. Tam były trupy, idąc w tą stronę, tam na brzegu, gdzie jest wysoki brzeg, linii kolejowe, tam oni ich zmuszali położyć się twarzą na brzeg i tak ich rozstrzeliwano, to tam jednych, a drugich rozstrzeliwano przy drodze, na podwórku. Dalej, te trupy ... Był jeden – Dmytro Zacharuk, on mieszkał w pobliżu mostu kolejowego, gdzie jest przejście, więc mieszkał trochę dalej po prawej stronie. Nazywał się Dmytro Zacharuk. Wtedy nie było żadnych samochodów, ale były fury, wózki, jak to się nazywa w naszym języku. Więc ten człowiek wziął furę, z nim było jeszcze dwie inne osoby i oni zbierali te martwe ciała i odwozili... Pan wie, gdzie się znajduje cmentarz żydowski? - Słyszałem, ale jeszcze nie byłem. - Tam na górze, na cmentarzu żydowskim wykopali jamę do 2 metrów szerokości i 6 metrów długości. - Taką jamę, gdzie rzucił te ciała? - Tak, brali z fury i rzucali tam, podobnie jak szproty. - Teraz tam jest jakiś pomnik? - Na tamtym mіejscu nic i nikt już nie był pogrzebany w tamtym miejscu. - Na tamtym miejscu teraz jest cmentarz żydowski? - Cmentaż był dawno, poza tym tam jest dużo pomników, ale tutaj na krawędzi, gdzie jeszcze nie było pogrzebów, oni wykopali ten rów, położyli tych zabitych, rozstrzelanych, jakich wszędzie zebrali i tam ich rzucili. Potem zasłonili i tam jama przez długi czas... Po wojnie zatrudnili jednego jednego człowieka, Berger zatrudnił, ponieważ był przewodniczącym rady gromadzkiej, potem kołchozu. Więc on zatrudnił ludzi, żeby tą jamę, ponieważ trupy zaczęły gnić i gleba na tym miejscu stała niżej, to oni to wyrównali. Potem tam już nikt nic nie budował i nie pogrzebał, przecież już i Żydów nie było więcej. Wszyscy Żydzi poszli do miasta, tam też ukrywali się u ludzi, gdzie się udawało. - Kiedy przyszli Rumuni w 1941 roku, nasi ukrywali Żydów, w jaki sposób ich traktowali? - Berger się ukrył, on mieszkał po tamtej stronie strumienia, mieszka tam, gdzie wcześniej mieszkał, miał karczmę, po tamtej stronie strumienia mieszkał jeszcze jeden człowiek – Nicholas Jecko, on kosił siano i miał dużą kopę. I w tej kopie ukrywał Bergera. Ktoś to zobaczył, oświadczył, więc go ostrzeżono i wtedy on stamtąd... Biada była już po wojnie. Wtedy “banderszczyna” zaczęła szaleć. Przeszło. Pogrzebiono. Tam trawa rośnie, nie ma nic więcej. - Gdzie Żydzi chodzili się modlić? Pantelejczuk powiedział, że mieli jakiś dom modlitwy, czy synagogę. - Niektórzy szli do Czerniowiec, wielu szło, prawie wszyscy szli, tam, gdzie teraz znajduje się kino "Październik", tam była główna synagoga. - Chodzili tam ze wsi? - Chodzili tam, ale mieli gdzieś w Kuzurowie dom modlitwy, Pan wie, gdzie to jest, gdzie się znajduje nasza poczta? Gdy iść od poczty, tam na wybrzeżu była cerkiew drewniana, nie żydowska... O tym domie w Kuzurowie nic nie mogę powiedzieć, wiem tylko, że większość chodziła do Czerniowiec. A potem tam była jedna Żydówka po drugiej stronie ulicy, jeszcze była Frojka, więc oni poszli do miasta i zostali tam na stale, nic więcej o nich nie wiemy (...) (…) - Oni mieli rabina? - Nie powiem. Ktoś musiał być, ale nie wiem, na pewno nie mogę powiedzieć. Wiem to, co wiem. Tam na skraju cmentarzu żydowskiego, gdy tam pójść, to można zobaczyć pomnik Awłerbacha, miał dwóch synów – Vitia i Izia. Więc z Izią chodziłam do szkoły, Vitia był starszy, nie wiem, w jaki sposób mu się udało wyjechać zagranicę, nie wiem, jak to mu się udało, wyjechał w czasie wojny i tyle. - Pani mówiła, że chodziła do szkoły. Ukraińcy a Żydzi chodzili do jednej szkoły? - Do jednej, razem chodziliśmy. Po wojnie. W czasie wojny szkoła nie działała (...) - W jaki sposób miejscowi traktowali Żydów? - Dobrze, bardzo dobrze, razem żyli. W sobotę Żydzi nie rozpalali ogień, tak jak teraz, i nic nie zrobili. Przychodzili do nich biedni chłopcy i rozpalali im ogień, ponieważ oni nawet zapałkę nie zapalali, więc chłopacy rozpalali ogień i robili wszystko, co im było mówiono, pomagali; wtedy przecież też byli biedni i bogaci, bardzo biedni byli. Oni szli pomagać, ci lepiej żyli, ponieważ handlowali, może mądrzejsi byli, bardziej kulturalne ludzi, więc oni dawali dzieciom chleb z masłem. Wie Pan, czy to dziecko jeszcze gdzieś widziało coś, ten chleb z masłem; gotowali mamałygę, kroili ugotowaną mamałygę, dodawali sól, kładli na piec, zapiekali i kładli do worka. Więc dzieci chodzili do szkoły z takim posiłkiem. Gdyby ktoś teraz powiedział, to śmiałby się. Co doświadczyliśmy, co przeżyliśmy. Razem żyliśmy, razem. Gdy była potrzeba, to nawet pożyczaliśmy pieniądze sobie nawzajem, pracowaliśmy, płaciliśmy pieniądze, więc wrogości pomiędzy nami nie, pomiędzy nami a Żydami nieprzyjazni nie było. - Pantelejczuk opowiadał, że tutaj jeden Żyd był rzeźnikiem, że ciął bydło. - On mieszkał troszeczkę dalej, od młyna po prawej stronie. - Jak miał na imię? - Już nie powiem. - Ale był taki, że ciął bydło? - Tak, tak, miał swoją jatkę, jak to mówili, sklep z wędliną, kiedyś to się nazywało jatką. Kupował u ludzi cielęta, bydło, i tam handlował. Przychodzili i nasi kupować, gdy jekieś święto, wesele, to szli do niego kupować. Żydzi przychodzili kupować. Poza tam coś wysyłał do miasta. No, co jeszcze mogę powiedzieć. Proszę pytać! - Jak Pani rodzina traktowała Żydów? Matka, ojciec? - Znali wielu języków, w wielu językach rozmawiali, w różnych. Ale ja nie wiem, był język żydowski, znam język niemiecki i on jest podobny do żydowskiego, ale hebrajski, w którym teraz się rozmawia, tego języka u nas na wsi nie było, może oni pomiędzy sobą rozmawiali w nim, ponieważ oni znali, ale nie rozmawialiśmy z nimi w tym języku. Mój tato bardzo przyjaźnił się z nimi, ponieważ był jedynym człowiekiem w Kuczurovi, który miał karczmę, więc oni znajdowali wspólny język. Kupowaliśmy u nich wino, następnie sprzedawaliśmy, albo razem chodziliśmy do Mołdawii, jechaliśmy po towar, dzieliliśmy. Mój tata przyjaźnił się z nimi. - Oni byli u was w domu, gdy ojciec Pani tak aktywnie z nimi kontaktował? - Do domu, do chaty oni nie śmieli przychodzić, ale szli tam do karczmy, tam byli drzwi ze strony drogi, więc oni rozmawiali z ojcem w karczmie. (…) |