Część I

 

Aleksandra Duda: Ja urodziłam się w Bzowcu w dwudziestym szósty… w lutym dwudziestego szóstego lutego i w Bzowcu. 26 rocznik i 26 dzien. No i chodziłam do szkoły poszłam tam w sześć lat, skończyłam przed sama wojna. 7 klas skończyłam i tyle. Więcej szkoły żadnej... wojna, nieszczęście, strach i przeżyłam jakoś. Miałam dwa razy kartę do Niemiec. Kryłam się spałam... w bidzie w takich… tam takie… wychował potem.. wychowywał nas, miałam bardzo dobrego ojca i ojciec wychował nas.

 

Daniel Krzaczkowski: Jak jak liczna była populacja Bzowca i jak liczna była grupa Żydów na tle tej populacji?

 

A.D.: Żydów było cztery rodziny. Najbogatsze. Żydu... Żydy były Lejba, miały sklep bogaty i mleczarnię. Pracowały tam Polacy u niego w tej mleczarni. Lejbowa taka była elegancka pani z mężem. Miała dwoje dzieci, Dobka, a ten ma… Josew mały. Ta Dobka ładne były bardzo ładne Żydy. I ta Lejbowa miała brata, kawalerem, co pracował w mleczarni. On organizował wszystko i… były dobre ludzie. Dobre szlachetne ludzie. A u nas w domu mieszkało dwie panienek, Żydowki. Zylikowny w domu. Jedna na imię była Haba, starsza, a młodsza Bronka. Bardzo ładnie szyły. Tu naszej dziedziczce do dworu szyły różne rzecz: bieliznę, haftowały i z tego żyły. Ale u nas w domu mieszkały i wszystko jadły, im nie wolno było tam miały swoje te zakazy, mięsa czy kiełbasy, i tam coś. A moja mamusia gotowała i jadły wszystko. I mówi nie jest tryfne. No a tu na wzgórku było czter... trzy rodziny. Był domek, taki mały swój plac. To było trzy… cztery domy. To w jednym mieszkał Zelik. A rodzice tych naszych panienek co u nas mieszkały, to jeszcze miały tam dwóch synów. Jeden taki dorosły. Duwid…i Duwid, drugi Dawid się nazywał.  Ale myśmy tak wołali. Przychodził do nas z nami się bawił. Piękne organizował nam zabawy. A ten młodszy to nie pamiętam jak ma na imię, ale taki już ze czternaście lat miał. I jeszcze była jedna rodzina, Mendowa. Wysoka taka. I miała jedne córkę. Nazywaliśmy ją Rucha. Ale się pot… z nią do szkoły do jedna klasy chodziły. Mendel Ter… Rydina podpisywała się. Dzieci jej tam trochę krzywdy robili, ale ja stawałam w jej obronie, to nauczyciel posadził ją ze mną w jednej ławce, bo to były po dwie, po cztery. Tam który chłopak jej dokuczał. Ja byłam mała, ale byłam dzielna w łeb go, a ja i ja potrafiłam przekląć. Ja mówię… nauczyciele po sąsiedzku mieszkały to już mnie znały. Mówi Ola nie ma cię tam? A którym chłopak tam coś dokuczał jej. I jeszcze jedna rodzina była. Zelik teraz…Mendowa… Jabram się nazywał. Miał taką szczuplutką żonę i dwoje dzieci. Handlował w cielęta.. woził mięso i zaraz sprzedawał. Taki znajomy szczupły… wtedy były biedniejsze takie Żydy, ale były wszystkie spokojne, eleganckie nie było żadnych kłopotów z nimi. I tutaj jeszcze w jednym pokoju przyjeżdżał Żyd. Nie był nasz bzowski. Miał towary łokciowe nosił w worku, a potem przed samą wojną, to był 38 rok, mamusia w siódmy… ósmy.. wynajął sobie pokój i miał towary łokciowe. To chodziły kobity tam kupowały. Do nas przyjeżdżał mówił: „Nie boje się ciebie Matyś… no, no to weź, weź na dwór, gdy mi tam zapłacisz”. To nazywały go Pejsyk. Ale on najezdny, najezdny, ale jakie nazwisko miał, tak? Jak pamiętam jak go nazywały „łoo chodzi Pejsyk”..  no… Przychodziły z Titowa… taki Śluma przychodził do nas, do tych po to był… tego Ślumy żona i Wylejkowa, i Lejbowa, to były trzy siostry rodzone. I on sobie przychodził. Miał w Titowie w tamtej wiosce sklep, dwie córki. Piękne dziewczyny, ja im tak zazdrościłam, bo one były ślicznie ubrane zawsze.  Przychodziły do nas do domu to na jednej była Dopka młodsza, a starsza Estera. Na imię jej było. To już tak pamiętam te dziewczyny. To ten Śluma przyjeżdżał często,  to przychodził. „Pani Matesiewiczowa ma Pani pieczeń z cielęciny? No mamusia... ” „No no wczoraj chleb piekłam i piekłam cielęcinę, bo mam przecież lokatorów, ale wam nie wolno”. Ani pół słowa. Pojadły. I te dziewczynki pojadły, ale ma nikt nie wiedzieć. No jak, a u nas była tajemnica. Zapłacił dobrze zawsze. To tyle. I jeździł taki szklarz Żyd, ale on jeździł szyby wprawiał u kogoś tam, pobite to on to umiał robić. To ten tego. Kupowały Żydy tylko takie naiwne w parku tutaj w sad owocowy to sprzedawały, handlowały jabłka i u nas tam miał ojciec duże pasiekę i sad. I Żyd kupował od nas, od ojca ten… owoce, ale ojciec pilnował, rwał, pakował w paczki i to wywoziły już zapakowane ładne, tak ładnie układane to najmał furmanów i wywoziły do Piasków do pociągu, a gdzie to dalej szło to nie wiem. Ten Żyd dobrze nam płacił. I myśmy dobrze żyli, bo z Żydami myśmy mieli dobrze i zarabiali, i ojciec paził tego… przed wojno osiemdziesiąt zależy i spadały, i także dużo mieliśmy z Żydami, żyliśmy długo. A potem jak już było nieszczęście takie i czuły… w trzydziestym dziewiątym roku jak ruskie tak daleko wstąpiły tutaj do Polski i pan Żyda… no… to, to Haba starsza, ta Zylikówna, i z tym Duwidym swoim, tym bratem z ruskimi uciekły, bo już się bały Niemców. Przecież to już trzydziesty drugi rok, to Hitler jak zaczął panować, to Żydy czuły już nasz Piłsudski wprowadził tyle Żydów do Polski. W szkole naprawdę dzieci krzyczały i ludzie krzyczały, że Żydy zawalą całą Polskę dużo przecież z Niemiec przyjechało do Polski... bo nasz Piłsudski miał przecież Żydówkę. Tak. Umarł jak umarł to… to my z Żydówkami tymi takie takie uroczystość u nas w domu zrobili. Pośpiewaliśmy, ale to był już trzydziesty piaty rok do szkoły chodziłam. W maju szliśmy na msze, bo Piłsudski jak umarł to te Żydówki prosiły, „Oleńko, tylko ładnie śpiewajcie”. To nas tutaj było w szkole sześć czy pięć dziewczynek i chłopaków czterech, także dziesięcioro na chórze śpiewaliśmy piosenkę pożegnalne Piłsudskiego, bo te Żydówki uważały Piłsudskiego: „Bo to nasz przyjaciel”, tak żeśmy rozmawiali w domu jak… jak przyszłam do szkoły, już po szkole, po kościele, to one takie przejęcie takich ciasteczek napiec napiekły, mace.. jak mnie tak ta maca smakowała to je.. jakie one herbaty miały dobre… zaparzyły nam herbatę i jakiś placuszków napiekły... po swojemu tak.. po żydowsku. Ale to było wszystko dobre i tak po przyjacielsku. No i ta Żydówka, jak poszły.. płakaliśmy bardzo. I ta Bronka, potem przyjechał ten Śluma, czego ona poszła… tak pięknie szyły, haftowały... mnie jak na święta sukieneczki poszyły mnie i siostrze to… cieszyliśmy się. Także, że do nich żadnych urazy jak do Żydów nie mieliśmy… i potem wojnę, jak zaczęły już się chować, to ta Bronka z tą Lejbowo, z to bogatą Żydówka przyszła. Miała zaufanie do nas. I przyszły, chowały się tutaj w stodole, w sianie. Miały koce swoje. Tam się wkopały, ale szwagier przychodził widział ich. Ja mówię: „Szwagier je Bronka. Są, są”. Też nie było co tak gotować, a to krupnik, a to kapuśniaku. W jednym rondle, bo tak nie po to nie po sio żeby... potem on chodził stale po tutaj miał stodole, a nosił pod drogę... to on nieraz brał chleb i je, a to, to ta herbata, a to, tę  kawę, cokolwiek się, aby osłodziło, albo sacharynę miałam to troszkę, aby tak do smaku, to ze dwa tygodnie tam im nosiłam jeść. Co mogłam. Olej się swój piło to. To. A to placki kartoflane się usmażyło. No i tak, że… Potem mielij boba. Ja naprawdę się boje. Była szkatułka mówi. Wiesiu kochana, jak my zginiemy, to jest to twoje. No, ale mój szwagier był naprawdę człowiek, żeby my, po nas dwie było, żeby została tylko sama siostra na gospodarce, a my do Niemiec. Czego nie jadę do Niemiec? I bałam się. I przyszłam wieczorem. Nie widziałam, kiedy zabrała te szkatułkę. No i taki dużo, rzeczy ładny to kupowały, te we dwóch, te dziewczyny, to kupiły. Takie ładne kostiumy, jak zmierzyłam, ona taka szczupła nie duża. Jakby wyrysowane na mnie było.  Szkoda mi było, że potem pójdzie do ludzi i jeść jej nie dadzo, a wezno. Jak było to nie wiem. Gdzie uciekamy, bo jak ła… dały Niemcy rozkaz strażakom naczelnika, naczelnikom straży w Bzowcu, żeby wyłapać Żydów. Na plac… Na plac do tego domu. No i te wszystkie Żydy nie uciekały. Gdzie ucieknie? Ale ta Bronka uciekła. Nie było jo tu, znikła. A Lejbowa z dziećmi została w domu. Tylko jej brat Nuchym jakiś miał majątek, jakieś miał pieniądze, bo to przecież bogaty był i stał na takim rogu, na sianie, tam się schował z tymi pieniędzmi. I kto ich w nocy zabił, zabrał. Do tej pory wiedzo ludzie, mówio, ale każdy się boi już ten człowiek, co zabił nie żyje. I jeden z synów umarł nagle, i drugi nagle. Nic mu się nie powiodło. Nic. Wszystko marnie poszło. Marnie panie poszło. Nawet te wnuki. Wnuk powiedział, w takim domu siedzieć nie będę, ożenił się jeden, a wnuczka siedzi taka panienka ładna jej nie wyszła. Także. Złe się skończyło. I wyłapały w Gruzce tych Żydów. Też naczelnik taki Kociuba. Wyłapały, ale wszystko przywieźli do Bzowca do tego domu, do Cylików. I z Titowa… I z Titowa Śluma, Ślumowa przyszła z tą Dobką młodszą do Bzowca. Ta piękna. A ta, a łon z to Esterą uciekł. I w gaju takich Małyszów dwie doby był to na polu. Jeszcze były dwór wszystko. I potem ten Małysz może bał się, ale to były, to był człowieku, zabrać i już ni ma. No i uciekał tam z stamtąd do tego lasu. I ta dziewczynka tak leciała już miała może z osiem lat może z dziewięć taka ładna dziewczynka już była duża. Przewracała siebie on odskoczył. Dziecko leży. To odskoczył, aby do lasu. No i skrył się w lecie. Podobno, że tak słyszałam, że on w stawie się tam ukrywał. Staw Kułpiacki. I on przeżył, a nic na temat tej Esterki po… nie wiem, czy komu oddał je za te pieniądze to… potem tak mi było szkoda… Mówię. Może ja bym ją utrzymała tutaj. Ale to za blisko było. No i szwagier mówi: „Byliśmy wzięli tę Esterę. I ta matka tutaj przyszła”. Tylko z córką tatkiem.. myli mi się, to był czterdziesty musi być drugi rok czy trzeci, to w Titowie wybiły tych ludzi, co tak wybili. No i przyjechały Niemcy. Wszystko zegnały na tym placu. To budynki były i tylko kwadrat żydowski. I tam wyprowadzili i tam było trzydziestu, bo to zwiezły z Kitowa, Drużki z naokoło. Te Żydy nie wiem szły na śmierć jak… I tak raniutko przyjechały, to słychać było z karabinów maszynowych jak strzelały, bo to niedaleczko, jak sklepy, zaraz za sklepem. I… a ten mały tego Lejby syn chłopaczek, może miał z sześć lat, uciekał w tę stronę. Tutaj budynki tak te poza budynkami uciekał, aż do tej drogi, co na Płonkę prowadzi. I Niemiec gnał, i tu go zastrzelił. Taki Chargot mówi: „Ręce złożyłam mówię, że to dziecko jako uciekło. Ooo, Jezu ucieknie może.. ten mały. I zastrzelił go”. Przeżyły tutaj ludzie okropnie. A ja w czworakach się ukryłam, bo miałam kartę do Niemiec. To wiadomo, ale we dworze to łapanki nie robili. Napisane na krzyżówce to tablica. Głód Bzowiec, Dwór Bzowiec. Przecież ze dworu nie wezmą, bo przecież ciągnęły i zboże, i kto będzie pracować jak wywiezo… ludzi. To tam wcale nie wkraczały do dworu. No i... i ten Lejba, ten bogaty co miał mleczarnie, tak już szedł szykowały się podniósł ręce, rękę do góry. „Ginę za wolną ojczyznę”. Przeżegnał się mówią. Wszystko zaczęło płakać. Pociągnął z karabina maszynowego. Było dwóch czy trzech tylko tych Niemców. Krew płynęła do rowu. Ludzie… przeżyliśmy okropne rzeczy. Straszne rzeczy się działy w Bzowcu. I wywiozły, panie. Zebrały chłopy, a wcale tam ani byłam, ani widziałam, ani... ani... nawet na to miejsce długo nie patrzałam... do lasu, że w kamiennym takie duże doły były po kamieniach, że tam ich pochowali. Ja mówię. Czegoście tak ludzie zrobili? Na co je cmentarz? Tam było doły wykopać. Albo wojskowy cmentarz na górze, po wojnie... tam dużo Austriaków pochowanych. Tyle lat… tam mogiły dwie zrobić, bo było miejsce i pochować… noo i później, bo to straż chowała... kto tam był, kto chował to... ja taka mała, młoda dziewczyna nawet nie słuchałam co się tam działo. Tylko mówią, że potem lisy wyciągały, że nogi było widać. Szły tam z powrotem strażaki, a my tamtędy o tak bliziutko ścieżka była do Bundy, do kościoła myśmi chodzili. To ja chodziła przez las. Ja od sześciu lat, od pięciu w lesie byłam. Na poziomki chodziłam się tam nie bałam niczego... sama. Mówią: „Gdzie... na wójta... gdzie twoja Ola? A w lesie”. W tak, to duży las był, przecież to wycięte tyle. Żydy kupowały. No i Żyd jeszcze kupował taki Brakarz mieszkał w lesie. Kupował las. Elegancki przychodził do nas do tych Żydówek. Wypijały sobie. To ja byłam całym prowodyrem tam. A tam byłam jak lokaj. Do lasu chodziłam do tych Żydóweczek naszych karteczkę dałam zaszyte na maszynie. Ja i tak byłam nie oglądała, to ich była tajemnica. Tam zaniesłam i był stary ten Żyd, i ten młody elegancki, i było dwóch gajowych tam. Bo to furmanki robiły ludzie. Był czas, żeśmy się nazywali. Po wio.. po domach nocowały z rodzinami i to wszystko siekierami, piłami nie tak jak tera mechaniczne. I ten stary Żyd mówi: „Te mała, nie boisz się, że tego, że cię na mace złapie?” Bo tak straszyły dzieci, że to na mace. A ja mówię tak: „Żydzie i ty byś z krwią polską w Polsce krew jadł?”. A on mówi: „Łe, ty gówno pyskate” – na mnie. A ja mówię: „Żydzie, ja nie gówno, a ja jestem dziewczynka i przyszłam do pana syna, sekret mam… Łoo, takie małe i sekrety ma…”. No i dal mi kartkę. Taki Ramz był, miał sklep, wódkę, restaurację, wszystko. Na wieczór, co mam przynieść, wziąć kartkę do Ramza, setkę, malutkie buteleczkę spirytusu. Tak się przyglądałam tego tyle, co one się napijo z tego. No i kiełbasę, wędlinę, to już dobre dawał. Chleb świeży. No i tam jakieś cos jeszcze jakieś coś czego. Ale dla mnie takie kostkę czekolady. Mówię: „Ale się zarobiłam. Bo ja pracuje na to”. A ten młody Żyd mówi: „Córciu masz rację. Za darmo tam do lasu pod górę nie wchodzić nie będziesz”. A jak nie kupi...  nie kupiłam czeko… tej czekolady, to dwa złote mi dawał. To dużo. Ja mowie, a ja z tego nic z tego nie mam nic, bo dam do domu i znów cukierków nie ma. Także było tych Żydów i… i tak się strasznie stało. Ja to idę do Płonki. O dzieci, nawet pokazywałam swoim dzieciom, gdzie tyle ludzi pochowanych. No i potem ta Bronka ocalała, a Hawa, jak poszła z ruskimi, i ten syn, brat jej to już nie było już żadnej wiadomości. Zylikowa przychodziła do nas matka. Strasznie rozpaczała płakała. I mówi: „Wisz co? Matysiewiczka, o ta mała miała rację, że po co ona tam idzie? Nakrzyczała, bo nam Zynda tam zawsze coś nam uszyła i mierzyła. A ja i w lustrze się przyglądałam to cieszyłam się nią. A tera kto będzie mi szył?” Ta Bronka umiała już nie tak. Tamta była cała kierowniczka. Noo to tyle o Żydach. Tyle wiadomości ale.. ale wie Pan co? Że ja to przeżyłam, bo ja byłam bardzo zżyta z nimi. Potem przecież mamusia umarła. One się opiekowały nami. A mną, a mną najwięcej.

 

 

Część II

 

D.K.: Dobrze. Jakby mogła Pani mi powiedzieć czy zna Pani jeszcze sytuacje, czy tutaj gdzieś w okolicy ludzi, którzy tez pomagali w czasie wojny Żydom?

 

A.D: Tak na innych wioskach, to nikt tego. Ale w Bzowcu były... oj już dużo nie żyje. To, to z Żydami naprawdę. Taki Inwicjam, tak i jak jego żona, bardzo zaangażowane były. Już oboje nie żyją. O nie. Dużo już ludzi te starsze... tutaj u Kawiarza też one tam się kryły i też już dawno, i Babiarz nie żyje, i… I ona nie żyje już parę lat. To już mało już starszych naprawdę na palcach już. Nie ma tych ludzi. Ale Babiarzom to coś wynagrodzili. A to maszynę dla syna Babiarce, bo mi mówiła. Firanki ładne haftowane takie różne. Takie… takie drobnostki, ale, ale zostawiły. Co mógłby jeszcze zdążyły. A tak to. Na tamtym końcu takie Hadały oboje. To były też takie zaangażowane z Żydami. O Buzy, Buzy takie bogate tego. Już zięć nie żyje już wszystkie powymierały. Tak. To myśmy, z tym Buzym, takie bogate gospodarze w Bzowcu, to on do nas przychodził. Takie z ojcem to takie sekrety miały żydowskie. Taki Jasiek Buza, Władek Miszta coś, coś. A ja? „Idź, idź z domu... co tu słuchasz?” No to co dziecko? Może coś tam bełknąć nie? Gdzieś tam się coś kryje. Gdzieś się tam kryje na razie. Ale wiem, że to były takie zaanga... a to już nikt nie żyje… nikt..

 

D.K.: Może Pani jeszcze opowiedzieć o tej Żydówce, której Pani pomagała, z którą się pani po wojnie spotkała?

 

A.D.: No ta Żydówka. No to cóż? To panienka była i spotkała się właśnie z tym, ze Ślumą. Aha, ona uciekła do… jakoś się dostała do Warszawy teraz przypomnam sobie. I w Warszawie bawiła dziecko. Ona czysto ładnie po polsku i wygląd nie miała Żydówki... nie i czysto ładnie po polsku mówiła. Ładnie śpiewała, umiała się modlić, po polsku. I w Warszawie jakieś dziecko bawiła i zachorowała to bida na tyfus. Leżała w szpitalu i ta sąsiadka, co leżała z nią w gorączce, gadała po żydowsku. Tak już je dochodziła do zdrowia to mówi ta sąsiadka: „Wiesz co Bronka?..”. Ona już imię jakieś inne miała, nazwisko. Żydam w Warszawie zrobili wszystkie dowody inne. „…że mówiłaś po żydowsku”. - „Taak? Ja się z Żydami wychowałam”. No i umiała trochę tam kręcić, ratowała się, jak mogła. No i że uciekła zaraz tam od tych państwa. Bo była w tajemnicy, nie wydala się u tych państwa, że jest Żydówką. Ale potem pomalutku, jak ta choroba ją tak dużo zdradziła. I spotkała, jak się spotkały z tym Ślumą. Z tym wujem... z Titowa. No i tu się zgłosiła do Bzowca po tych Małyszów ten Śluma, co z Esterką był, to prosiły te Małyszowe, żeby ona pojechała. I tu w lecie przez dwa dni była takie tury gajowe. I też ta córka taka młoda jak ja. Pojechały do Wrocławia, ale ja nie. To mi tak naopowiadała, że one się pobrały z tym wujem. Tylko kartkę z życzeniami przez, przez tych ludzi, że odjeżdżamy jak byś chciała się ze mną skontaktować i ze Ślumo, z wujem, jako mój przyjaciel, napisane było... długo te kartkę miałam. Dużo lat.